Wieczór przed zawodami. Sprzęt gotowy, ciuchy przygotowane, jedzenie zabrane. Nic tylko brać prysznic i dobrze się wyspać. Mimo, że Luzino to jak co roku jakieś nieporozumienie, to znów mam ochotę na dobry wyścig i jestem gotowy powalczyć do końca. Jeszcze bardziej chce się ścigać, chcę się pnąc do góry.

Każdego dnia, podczas każdego kolejnego treningu uświadamiam sobie i przypominam po co to robię i że to robię. Minęło już bardzo dużo czasu od pierwszej jazdy na rowerze, kiedy powiedziałem sobie, że chcę coś więcej niż tylko odczuwać przyjemność z samej jazdy. I motywacją dla mnie jest to, że dalej chce to tak bardzo robić, tak bardzo jak nigdy dotąd, bo to z każdym dniem jest coraz silniejsze.

Nie jest łatwo to owszem. Ale co jest łatwe? Tak jak ktoś napisał cytat „Ten kto nic nie robi, nie popełnia błędów”, tak ten kto nie próbuje nie wygrywa. To chyba normalne i nie muszę nikomu mówić, że uprawiając sport w taki sposób jak ja uprawiam, celem jest  wygrywanie i stawianie sobie coraz wyższych poprzeczek.

To jest rywalizacja.

Zawody XC to jest to co lubię, 4 okrążenia po 5.5km każde. Jest to dla mnie o tyle lepsze, że jestem w stanie kontrolować swoją energię do odcinku na trasie, pozostałych kilometrów do mety. Takie zawody jeździ się inaczej niż maratony. Trasę podczas samego wyścigu powtarzamy 4 razy. Możemy zapamiętać w których odcinkach jechać mocno, wykorzystywać zjazdy, a w których odpoczywać.

Oby nogi pozwoliły…

Nie myślę na razie o Białymstoku, ani o innych zawodach. Skupiam się tylko i wyłącznie na jutrzejszym starcie. Trzymajcie kciuki, bo to będzie dobry start! DO IT!

Kategorie: Blog

0 Komentarzy