W zasadzie za moment kolejny etap Garmina a ja dopiero piszę relacje z pierwszego startu.
Teraz kiedy emocje już opadły nie napiszę tego tak jakbym zrobił to zaraz po zawodach. W głowie już plan na kolejny start, a jest o co walczyć. Po przekroczeniu linii mety, dopiero po chwili ogarnąłem co się właśnie stało. Niektórzy z Was już mogą wiedzieć, ale z pewnością większość jeszcze nie wie. Ukończyłem trasę w Wejherowie na 10tej pozycji Open. Wciąż 9 osób przede mną. Racja, ale 10te miejsce na 319 osób brzmi już inaczej. To był mój wyścig. Kontrolowałem wszystko co się działo, czułem doskonale swój organizm i umiałem ocenić na ile mogę jechać. A mogę jechać szybko… 😄 W swojej kategorii zająłem 6te miejsce ze stratą 13 sekund do podium. 13! Masakra heh. Rok temu cieszyłem się z pierwszej 50tki a teraz… Dalej ciężko mi uwierzyć w to jak rozwijam się i ile mogę. A to dzięki kilku osobom 😌.
Stężyca to dość płaski etap którego się obawiam bo dużo lepiej czuje się na terenie trudnym, wymagającym. Czyli górki. I to zauważyłem już dawno. Kondycja pozwala mi sprawnie pokonywać wymagające podjazdy, ale jestem słabszy na odcinkach prostych gdzie potrzeba jechać równo siłowo. Nie mniej jednak jestem przygotowany. W końcu kilka razy miałem okazje już ścigać się z najlepszymi z kraju. Duża świadomość, szczypta doświadczenia i dobra technika na pewno pomogą 😁.
Nie eksperymentuje z jedzeniem. W dzień zawodów jem owsiankę z kakao, płatkami kokosu itp. Izotonik, 2 żele. Jeden chwile przed startem, drugi w połowie trasy. Banany po śniadaniu. I tyle. Mam motywacje i ogromną chęć namieszać w klasyfikacji generalnej. Z wyglądu nie pozorny, drobny chłopczyk, z dobrą psychiką (tak myślę) heh. Ale tak jest.
Wrócę jeszcze słowami do końca sezonu. Za chwilę październik. Zima, koniec zawodów. Trudno mi powiedzieć jak będzie wyglądać dzień za miesiąc. Ile czasu pozostanie na rozwój w kolarstwie. Uwierzcie nie jest łatwo ogarnąć to. Pół sezonu pracowałem żeby mieć sprzęt taki jaki mam. Nikt nic nie da za darmo. Kolarstwo jest ciężkie, wręcz czasem brutalne, ale piękne. Dlatego to robimy. I nikt kto tego nie przeżyje, nie zobaczy na oczy nie zrozumie. Jest brutalne, dlatego też uważam, że ten rodzaj sportu nie jest dla wszystkich wiadomo, ale nie ze względu na umiejętności jazdy na rowerze. Bo tego można się nauczyć. Ale dlatego, że potrzeba kilku cech charakteru, jeśli chce się coś osiągnąć nawet na poziomie takim jakim ja jestem. A przyznajcie co to za poziom. Wciąż są to lokalne zawody gdzie za długo się nad wynikami nikt nie rozwodzi.
Może w tym roku bardziej wierze w siebie. A może po prostu w końcu widzę efekty swojej pracy. Osoby które mnie śledzą wiedzą ile w to ładuje. Ale to mnie napędza 😁 Podchodzę do tych tematów całkowicie inaczej niż jeszcze dwa lata temu, czy kiedy zaczynałem. Na przykład teraz więcej odpoczywam. Nie trenuje codziennie jak bywało kiedyś. Każdy organizm jest inny. Ja czasem po dużym wysiłku dochodzę do siebie kilka dni. To nie jest mecz piłki nożnej. Tu się bardzo często przekracza swoje granice. Dochodzi to takich momentów, że chcesz po prostu rzucić ten rower i położyć się obok. Walka.
Dobra, koniec gadania. Robota czeka! Dziękuje za ciepłe słowa i trzymajcie kciuki już w niedziele o 11:00 Startuje w pierwszym sektorze. Czyli pierwsze 50 osób które pierwsze ukończyły poprzedni etap. Od samego początku jadę mocno, ale równo. A potem zobaczymy. Łatwo się nie dam 😊 A tydzień temu jechałem z przeziębieniem i sporym bólem gardła. Haha dobra już koniec.
Dobrej nocy!

Kategorie: Blog

0 Komentarzy