To był intensywny weekend.

Teraz już wszystko jest w porządku. Nie czuję zmęczenie, nic mnie nie boli, jutro kontynuuje treningi.

Wyjechaliśmy chwilę po 9:00 w sobotę, by jeszcze tego dnia odebrać pakiety startowe i zrobić trening na trasie. Dla mnie to była całkowita nowość, zmierzyć się z tak przygotowaną trasą. Ciężką technicznie i baaardzo energiczną. Do Białegostoku dojechaliśmy około 15:30. Jedzenie, przygotowanie sprzętu i na trasę. Oj to trzeba zobaczyć na żywo heh 😀 Żadne zdjęcie nie odda tego co tam się działo, jaki był klimat. Pogoda nam sprzyjała, nie padało, wiatr przyjemnie ochładzał podczas objazdu trasy.  Po kilku przejazdach i zapoznaniu się z elementami technicznymi pojechaliśmy do kwatery. Czułem się bardzo dobrze. Od samego początku byłem gotowy na mocne ściganie i na to, że to nie przelewki. Jeden błąd mógł zakończyć się groźnym upadkiem, albo uszkodzeniem poważnie sprzętu. Pozostało tylko zjeść kolacje, nawadniać się i dobrze się wyspać.

Nazajutrz wstałem o 5:00. Dotarła do nas druga część ekipy która jechała przez noc. Od samego rana starałem się skupiać tylko i wyłącznie na starcie. Było chłodno, tego dnia nie świeciło już tak intensywnie słońce jak dnia poprzedniego. Mimo wszystko wstawiliśmy się na 8:00 na trasie. Co prawda nasz był dopiero na 14:00 jednak w zespole są również i młodsi kolarze którzy start mieli już dużo szybciej.

To był również czas by pokazać trasę reszcie załogi. Ekscytacja pomału schodziła z twarzy z każdym kolejnym dropem, podjazdem. Mimo wszystko byłem pod wrażeniem z tego z jaką determinacją jechali podczas treningu, a później mimo ogromnego trudu podczas samego startu.

Przed 14:00 zacząłem się rozgrzewać, przygotowałem izotonik. Przekazałem żele energetyczne Panu Darkowi, by później on mógł mi je podać podczas wyścigu. Rower sprawował się na prawdę wyśmienicie. Może tylko opony nie były odpowiednie do tej trasy, jednak skakanie z dropów sprawiało mi ogromną frajdę. Po drugim okrążeniu jechałem na 24 pozycji, jednak później tempo jakie nadali liderzy stopniowo mnie osłabiało. Mimo to, stanięcie na starcie z takimi mocnymi zawodnikami, gdzie czułem się jak dziecko to było coś fajnego. 😀 Pełno kurzu, mnóstwo okrzyków, motywujących słów przez ponad godzinę utrzymywały się na całym terenie zawodów.

To był dobry sprawdzian dla mnie, roweru oraz ekipy. Jest nad czym pracować, ale jestem dumny z tego w jaką stronę zmierzam i z tego, że z każdym wyścigiem chce więcej. Już w niedziele zawody Garmin w Sopocie. Liczę na również udany start. Sprzęt jest, pozostaje konsekwentnie trenować i przygotowywać się do kolejnych startów, a w tym roku będzie ich na prawdę dużo.

Dziękuję całej załodze za doping na trasie, za wsparcie w postaci żeli, jak i za samą atmosferę i profesjonalizm. Dobrze jest trenować w klubie w którym panuje taki klimat.

A może by tak robić częściej live na facebook…? ^_^

Kategorie: Blog

0 Komentarzy