Kwiecień mija, zaraz maj. Treningów coraz więcej, startów w zawodach również. Po ostatnich zawodach dostałem jeszcze większego kopa, by robić to i walczyć dalej. Ale muszę pamiętać o kilku ważnych rzeczach. to za chwile…

Ja wiem że wpisów jest mniej niż kiedyś, że wygląda to teraz nieco inaczej niż powiedzmy pół roku temu. Ale kilka, takich elementarnych rzeczy się nie zmieniło… Dalej jestem tą samą osobą, dalej bardzo cenie sobie te same aspekty w życiu i dalej kocham uprawiać kolarstwo górskie pnąc się do góry. Cały czas uświadamiam sobie to kim jestem i jak się zmieniam. Jak na przełomie roku zmieniło się moje podejście do niektórych spraw, jak trenowałem kiedyś, a jak robię to teraz. Chwila bo zaraz pogubię się w tym wszystkim co piszę, a Wam odechce się kontynuowania czytania.

Już kiedyś pisałem o tym, że wróciłem jednego dnia do wpisów sprzed kilku dobrych lat, ale na długo się nad nimi nie zatrzymywałem. Te wpisy może i są teraz śmieszne, ale w jakimś stopniu dla mnie ważne. Bo prawdziwe. W zasadzie pamiętam każdy jeden pisany tekst, czy to w domu, nad jeziorem czy wtedy jeszcze w szkole. Dużo mnie nauczyły… Ale chce też abyście dostrzegli to, że na początku pisałem, że będę to robić i że chcę coś więcej. Nie mogę w tym momencie powiedzieć, że będę mistrzem świata, bo życie jest nieprzewidywalne. Ale na pewno nigdy nie powiem, że to nie możliwe.  🙂

Trenując już w zasadzie prawie codziennie, czy to robiąc treningi, czy startując w zawodach, czy też korzystając ze spinningu raz w tygodniu muszę pamiętać o jednej najważniejszej kwestii. Jedzenie. Może mam jeszcze za mało doświadczenia.  Bo przecież cały czas uczę się, ale też na bieżąco kontroluje to co dzieje się ze mną, z moim organizmem. Kolarstwo bardzo obciąża organizm i aby robić postępy, a nie niszczyć tylko swojego zdrowia trzeba dbać o to co się je i kiedy. A to wbrew pozorom nie jest takie proste. Jestem na etapie, kiedy mógłbym jeść 24h na okrągło. Należąc do osób raczej drobnych muszę przyswajać sporo węglowodanów, by utrzymać się w dobrej kondycji i nie zrobić sobie krzywdy. Robi się ciepło, tak jak kiedyś bardzo często na rower wychodziłem tylko z wodą w bidonie, tak teraz nie wyobrażam sobie treningu bez izotoniku. Minerały, witaminy, sól, potas, magnez…bez tego nie ma o czym rozmawiać. To samo jeżeli chodzi o żele, batony energetyczne. Teraz start w zawodach to minimum jeden żel przed, a drugi zawsze w pogotowiu schowany w bluzie. I dieta. Broń boże nie mówię tu o diecie którą większość Was ma a myśli. Raczej mówię o jedzeniu dużych porcji hah. Białko po treningu w postaci zazwyczaj jajecznicy, nabiału. Jak i kalorycznych, ale i pożywnych pokarmów. Tylko, że z obserwacji moich jak i osób z którymi przebywam wygląda na to, że jem za mało! I to mnie smuci, ale patrząc nieraz na moje dni na uczelni to czasem zapominam o jedzeniu 😛

I teraz pytanie, nad którym się zastanawiałem i w sumie jeszcze się zastanawiam. Czy nie powinienem zbudować bazy… Chodzi mi o to, że nie wiem, nie znam się czy trenując w dalszym ciągu w stanie w jakim jestem będę zwiększać siłę. Chodzi mi o to, że nie wiem czy mam z czego budować mięśnie, czy nie powinienem nabrać masy, co może nie być łatwe. Muszę zasięgnąć porady kogoś bardziej doświadczonego, a może zrobić i testy i badania. Swoją drogą bardzo chciałem mieć kiedyś zrobione testy wydolnościowe. Bo widzę, że głównym problemem u mnie nie jest to, że kondycyjne nie daje rady, a to że nie mam tyle siły, wytrzymałości na płaskich odcinkach, gdzie należy utrzymywać większe stałe prędkości. Dlatego też uwielbiam ścigać się w górach, na terenach technicznych.

To tyle, z mojego gadania, zgłodniałem. Do zobaczenia.

Najbliższy ważny dla mnie start to Puchar Polski w Żukowie 1 maja! Będzie się działo <3

Kategorie: Blog

0 Komentarzy