Minął tydzień od zawodów Mistrzostw Polski w Gdyni a na stronie nie pojawił się jeszcze wpis z samych zawodów, relacji z trasy. Oto on.

To były ryzykowne, całkowicie nowe, ale i motywujące zawody, długie zawody. Wyrobiona licencja UCI umożliwiła mi wystartowanie z najlepszymi kolarzami z Polski, samo stanięcie twarz w twarz z nimi było dla mnie czymś mega. Chociaż czułem wyjątkowo mały to wiedziałem, że nie stoją tu ze mną przypadkowe osoby których pasją jest rower. Licencje mają raczej osoby które chcą, chciałyby robić coś więcej niż tylko jeździć na rowerze. Czołowe kluby z Polski, Volkswagen MTB Team gdzie ściga się Bartek Wawak, czy grupa JBG-2 hoho.

Od początku…

Podczas całych zawodów towarzyszyła mi Paula. Przyjechaliśmy około 40min przed startem, szybciej szukając dłuższą chwile miejsca na samochód. Ostatecznie byliśmy 5m od samochodu klubowego więc byliśmy wszyscy w komplecie. Przygotowanie bidonów, końcowe jedzenie, przygotowanie stroju, sprzętu i boom gdzie mój numer. Noo tak, wszystko było tylko nie numer na koszulkę bez której nie wystartuje… I tu chciałbym podziękować jeszcze raz Panu Jasiowi za błyskawiczną pomoc i zorganizowanie na kolanie numeru zastępczego. Kto wie czy bym wystartował wgle…no ale cóż, głowa chłodna bez stresu. I na sektor startowy.

10 min do startu

Chwilę zajęło mi znalezienie mojego sektora w tym całym zamieszaniu, ale udało się. Wylosowali mnie na drugiej linii co mnie bardzo ucieszyło. I czekamy. Wyrównanie tętna, zwilżenie przełyku i ostateczne odliczanie. Z Paulą rozumiem się jakby na zawody jeździła ze mną od małego. Była moim suportem i trzymała bidon który chciałem żeby mi podała gdy będę wjeżdżać na kolejną pętle. Mogę mówić, opowiadać, pisać o tym, ale żeby poczuć to trzeba byłoby po prostu się tam znaleźć. Moim celem było w ogóle ukończyć zawody i dojechać bezpiecznie do mety. Troszkę miałem obawy czy wytrzymam to, czy wystarczy sił, czy nie odetnie mnie.. to za chwile

Start

Dobra ruszamy, temp bardzo duże, ale już nie takie zaskakujące dla mnie… byłem przygotowany, a kilka startów w XC przyzwyczaiło mnie do tego ze po prostu na początku się zapinkala ile sił. I tak zrobiłem. Zachowawczo, ale wytrzymałem tempo narzucone na początku trasy. Po kilku pierwszych kilometrach najlepsi odjechali do przodu, a ja pamiętałem o tym, że mam przed sobą 90 kilometrów. Jechałem równo i niczym pijawka łapałem się koła kogo tylko się dało. Nie którym to się nie podobało, inni wręcz tego chcieli i zachęcali do jazdy w grupie. Szacun dla chłopaka z CST który wyczuł co robię i odpalił nitro po chwili trzymania się jego 4 liter. Pierwsza połowa okrążenia jest sporo prostsza i szybsza od następnej gdzie pojawia się więcej podjazdów i ostrych zjazdów. Na 17 kilometrze ulokowany bufet z wodą, izotonikiem. W tym momencie łykam pierwszy żel i popijam izo tak jak doradzali mi koledzy. Zaraz za nim był ostry zjazd z hopem w połowie. Spodobał mi się, pomyślałem dawno nie skakałem a to wygląda niczym z filmu. Później już nie skakałem… 😛 Troche przerosła mnie chyba prędkość i kąt nachylenia, bo spadałem pochylony na kierownice prawie ją łamiąc lądując. Ale spoko, utrzymałem się tylko gdzie są foty z pięknego skoku heh. Pierwsze okrążenie czyli 30 km poszły gładko. Byłem przygotowany na 70 km mocnej jazdy, bo takie treningi robiłem przed. Wjeżdżając na drugą pętle Paula była już gotowa by dać mi bidon. Dziękuje! Ale mam jeszcze 1,5 bidonu. Pewnie dlatego, że nie ma już takiej temperatury i aż tak nie chce się pić. hmm ale pić trzeba.

Po 2 km na drugiej pętli słyszę „masz bidon” , a mam a co się stało? „Mam prośbę, nie zdążyłem zabrać z bufetu, podzielisz się?” Ymm, pomyślałem, że też chciałbym, żeby ktoś mi pożyczył więc oddałem. Trzymałem się go jeszcze z połowę okrążenia, zresztą zdobył 3 miejsce z kategorii Cyklosport. Gratuluje. Imienia nie pamiętam, ale cieszę się, że mogłem Ci pomóc. Tym razem już nie skakałem, prędkość dalej była wysoka. Jednak jechałem zachowawczo i równo na każdym podjeździe, często wstawiając z siodła oszczędzając kolana.

60 km na liczniku, 3 żele już za mną oraz kilka żelków z kofeiną. Tym razem zabrałem bidon od Pauli. Kończąc drugą pętle miałem chwile zawahania, były momenty, że czułem się źle, chciałem zejść. Wjeżdżając na 3 pętle wiedziałem już, że dam rade mimo, że jeszcze 30 kilometrów. To była już walka ze sobą. Siła cały czas była, byłem przytomny, tętno trzymało się na dobrym poziomie. Problem był ze skurczami które z każdym kilometrem były coraz silniejsze. Pokonały mnie na jednym podjeździe. I tutaj kolejne podziękowania dla Pana z Lew Lębork którego serdecznie pozdrawiam. Jechałem z nim prawie całe okrążenie, na bieżąco pytał jak się czuje, czy mam izotonik. Był po prostu dobrym nauczycielem. Podczas jednego podjazdu moje ręce odmówiły. Skurcze złapały mnie w łokciach uniemożliwiając mi rozprostowanie rąk. Dosłownie. Wyglądałem jakbym się modlił. Aż zszedłem z roweru. Brak witamin? Potasu, magnezu? Codziennie rano i wieczorem biorę po 2 tabletki tych witamin. Myślę, że po prostu zapasy minerałów zostały wypłukane przez organizm i wykorzystane. W gardle zaczęło mi się robić już nie dobrze. Jazda na samym izotoniku nie jest dobra. Miałem poczucie słodkiego jakbym zjadł kilka czekolad milki. Dojechałem. Po prawie 5 godzinach. To było dla mnie wielkie przeżycie i kolejne udowodnienie sobie, że mogę jeśli tylko będę tego chciał.

Regularne treningi, ciężkie dni, krótkie noce… nie narzekam, bo znajduję czas na regeneracje. Ale jestem szczęśliwy z tego co robię i co mam. Medal który dostałem, jest dla mnie motywacją i dobrym wspomnieniem. Pisząc wpis po tygodniu mogę powiedzieć, że kolejny dzień nie był łatwy. Przestawiony żołądek nie pomagał. Ale wszystko minęło, a co w nogach to w nogach.

Garmin MTB Series już w najbliższą niedziele. Wejherowo to szybka trasa, niestety, ale z początkowych planów startu na długim dystansie zamieniłem na krótki. Jestem troszkę zmęczony sezonem, a zaraz studia. 3 kolejne weekendy spędzę na rowerze walcząc w klasyfikacji generalnej. Ale jestem teraz w najlepszej formie i łatwo ze mną nie będą mieli. A te lasy znam lepiej niż własną kieszeń. Dzięki za wszystkie miłe słowa!

Miłego tygodnia 😉


0 Komentarzy