Długo zabierałem się do napisania tego wpisu. Przez większość ostatniego czasu więcej robiłem niż mówiłem, pokazywałem na snapchacie. Wakacje dobiegły końca dla części z Was, ja jeszcze mam je, do października…

Koniec sezonu wakacyjnego jest dla mnie z jednej strony bardzo dobrą wiadomością. W końcu zacznę się ścigać, brać udział w zawodach. Taką i jedyną w swoim rodzaju okazją są zbliżające się Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB w Gdyni. Już w najbliższą niedzielę stanę na starcie najdłuższych zawodów w których kiedykolwiek mogłem brać udział. Jest to olbrzymie wyzwanie dla mnie, dla mojego organizmu i sprzętu. Trasa liczy 90km po lasach które z pewnością wycisną z nas resztki potu i zgromadzonej energii. Nie ma nas dużo. Na ten moment w mojej kategorii zapisanych jest 28 osób, a w elicie z którymi startuję 32 osoby. Jestem strasznie szczęśliwy, że jest mi to dane. Że dzięki wyrobionej licencji UCI mogę stanąć razem z polską czołówką i wystartować.

Nie nastawiam się na mega wynik, ani na wysoką pozycję. Chcę te zawody przejechać z głową i je ukończyć co z całą pewnością nie będzie łatwe, ale dam z siebie wszystko, by dojechać 😀

Przygotowania

Za mną okres przygotowywań, męczących treningów, wyczerpanych wieczorów. Dzieląc pasje jaką jest kolarstwo z pracą, obowiązkami i życiem prywatnym nie jest łatwo. Ale nie ma sytuacji bez wyjścia. Zawsze wszystko się układa w dobrym kierunku. Mam ogromne wsparcie ze strony dziewczyny, rodziców. Dzięki niektórym osobą jeżdżę na sprzęcie na który jeszcze rok temu mogłem popatrzeć na zdjęciach w katalogu rowerowym. Teraz tylko z głową.

Nabrałem sporo doświadczenia, z obserwacji podczas wysiłku wiem na ile mogę sobie pozwolić, na ile starcza mi sił podczas treningu. Mam też minimalne pokłady wiedzy od osób które zajmują topowe pozycje. Odżywianie, nawadnianie organizmu to kluczowe elementy o których raczej nie zdarza mi się już zapominać. Całe zawody to 3 okrążenia, każde po 30 km. Ważne by rozłożyć równo swoje siły i regularnie dostarczać energie. W głowie mam ułożony plan co jeść i kiedy, ale te aspekty są weryfikowane podczas jazdy.

Moje obawy? Jest ich całe mnóstwo. Ale przede wszystkim stawiam na zdrową rywalizację i dobrą zabawę. Wiem, że to nie są już żarty, z resztą żadnych startów nie traktowałem nigdy jak rodzaj zabawy co nie oznacza, że nie bawię się rowerem. 😀 Najgorsze co może się przydarzyć to defekt który sprawi, że nie będę w stanie ukończyć zawodów. Druga sprawa to BOMBA. To moment w którym jedynym wyjściem jest zwolnienie i szybkie uzupełnienie energii. Miałem już kilka takich sytuacji. I nie jest to przyjemne, bo nie miałem nic co mogło mi pomóc, a najrozsądniejsze byłoby zakończenie wyścigu z napisem DFN na liście.

Bardzo ważny jest sen o który zadbam dzień przed. Tylko podczas snu organizm może się dokładnie zregenerować.

A teraz prośba do Was. Trzymajcie kciuki. Niedziela 12:00

JUST DO IT!

Kategorie: Blog

0 Komentarzy

Dodaj komentarz