Ohhh ile emocji po ostatnich wyścigach. Ostatnie zawody z cyklu Garmin w Rumi przejechałem najlepiej w swojej całej krótkiej bo krótkiej karierze. Osiągnąłem wynik jaki nigdy nie udało mi sie uzyskać. 23 Open na ponad 300 zawodników jest dla mnie wymarzonym wynikiem z którego jestem dumny. Czuje się świetnie. Cały wyścig przejechałem w pełni kontrolując sytuacje. Nie czuje się zmęczony. Mimo, że leże już  w ciepłym łóżku, troszkę obolały to czuje się świetnie, tak jakbym nawet nie jechał dziś.

Organizm przyzwyczaja się stopniowo do wysiłku. Po części potwierdziłem swoje dotychczasowe słowa, ze mogę naprawdę dużo, ale potrzebuje czasu. Kolarstwo to coś co na pewno zostanie już ze mną, o czym już pisałem. Teraz kończy się sezon, wkrótce las zamienię częściowo na siłownie, a rower na spinning.

Od poniedziałku zaczynam już zajęcia na studiach. Niestety mój plan nie jest za piękny, większość czasu po za domem…. Ale jestem dobrej nadziei.

Teraz sobie tak myślę o czasie kiedy zaczynałem konkretnie trenować. To był początek maja, faajne czasy które wypełniły moją galerie w telefonie setkami zdjęć z treningów, miejsc, osób które stoją za tym, żebym mógł dalej trenować i stawać się coraz lepszym. Strasznie przyzwyczaiłem się do roweru, który dostałem od Prosportu na czas wyścigów i który będę musiał niestety im oddać 😛 Czas wrócić do rumaka od którego to wszystko się zaczęło i który tak naprawdę nauczył mnie jeździć po lasach, trasach  haha.

Wspomniałem, że leżę obolały. Po wyścigu były emocje, adrenalina. Czułem się świetnie, ale jak wiadomo z każdą późniejszą chwilą to mija i znieczulenie przestaje działać. Nie pamiętam który to był kilometr, ale w połowie wyścigu podczas wyprzedzania zahaczyłem kierownicą o jednego zawodnika, taak to była moja wina i bardzo Cię przepraszam. Upadliśmy na bok zahaczając się pedałami o szprychy i kierownice. Kiedy szybko się ogarnąłem, moja kierownica była przekręcona w całkowicie drugą stronę uniemożliwiając mi dalszą jazdę. Na szczęście nic poważnego się nie stało i nim minęło 20s. jechałem dalej. Po przekroczeniu mety zorientowałem się, że zbiłem sobie nieźle kolano, i kolejny raz powiem na szczęście, nie jest to, to kolano z którym miałem kiedyś problemy.

Po każdych zawodach numer startowy, medal trafiają na ścianę i mimo, że nie mam ich tyle co moi koledzy z klubu to, każdy jest dla mnie wyjątkowo ważny i gdy tylko spojrzę na któryś z nich to w głowie mam już konkretne zawody i sytuacje. 😊

Nie wiem jak będą teraz wyglądać kolejne wpisy, może niebawem wrócę do innych tematów, kto wie. Wszystko układa się tak jak ma, powoli i konsekwentnie brnę do celu. A w przyszłym sezonie zobaczymy… 😀

Dziękuje za wsparcie!

Kategorie: Blog

Dodaj komentarz